Miłośnicy tego urządzenia – a i wśród cyberidzistów nie brakuje takich „cyfrowych odstępców” – wciąż namiętnie uprawiają rytuał „szukania fali”. Z namaszczeniem, ręcznie przeszukują pasma, by odnaleźć ten jeden, idealny zasięg. W tym celu zdolni są do czynów niemal magicznych: łączą anteny drutem z rurami systemu grzewczego i odprawiają inne, osobliwe dla postronnych, techniczne modły. To dziś gatunek wymierający – osobnicy o nastawieniu stricte metafizycznym. Wierzą bowiem, że to właśnie szum między stacjami jest najbardziej fascynującym dźwiękiem wszechświata: pierwotną pieśnią kosmosu.
W Cyberiadzie zastanowimy się, jak kawałek drutu i kryształek zmieniły strukturę ludzkiej wyobraźni. Sprawdzimy, dlaczego to właśnie radio – a nie telewizja – stało się najintymniejszym towarzyszem naszej samotności i jak w erze zer i jedynek wciąż potrafi nas połączyć z tym, co niewidzialne.
